Poznaj nazwiska i twarze radnych,

którzy głosowali przeciwko bezpłatnym biletom autobusowym dla tarnowskich uczniów szkół średnich

 Poznaj ich nazwiska i twarzejpg


11 lipca na sesji Rady Miejskiej część radnych przyjęła uchwałę o kolejnych podwyżkach, uderzających w mieszkańców Tarnowa. Droższe będą bilety autobusowe. By stworzyć swego rodzaju „zasłonę dymną” dla tej podwyżki, jej zwolennicy ogłosili, że formą rekompensaty będą bezpłatne bilety autobusowe dla uczniów szkół podstawowych. 

Jest jednak rzeczą oczywistą, że ci uczniowie zazwyczaj chodzą na piechotę do szkół podstawowych, które przeważnie są położone blisko miejsca ich zamieszkania lub są podwożeni samochodami przez rodziców. Tak naprawdę więc te bezpłatne bilety autobusowe nie są żadną rekompensatą dla tarnowskich rodzin. 

Inaczej przedstawia się sytuacja starszych uczniów szkół ponadpodstawowych. Znaczna ich część musi dojeżdżać do swych szkół średnich autobusami. Dlatego radny bezpartyjny Marek Ciesielczyk zgłosił poprawkę do uchwały, która wprowadzać miała bezpłatne bilety autobusowe dla tarnowskich uczniów szkół ponadpodstawowych. To faktycznie mogłoby stanowić rzeczywistą rekompensatę dla tarnowskich rodzin, które już niedługo będą musiały płacić znacznie więcej za normalne bilety autobusowe. 

Jednak wniosek radnego Ciesielczyka został odrzucony. Warto poznać nazwiska i twarze tych radnych, którzy głosowali przeciwko bezpłatnym biletom dla uczniów szkół średnich. Przeciwko wnioskowi radnego Ciesielczyka zagłosowało 12 radnych (na 25) – tj. wszyscy radni klubu (rzekomo pro-obywatelskiego /sic!/, który często gardłował za bezpłatnymi biletami!) „Nasze Miasto Tarnów:

Grażyna Barwacz, Piotr Górnikiewicz, Jakub Kwaśny, Tomasz Olszówka i Tadeusz Żak, 

radni klubu Koalicja Obywatelska:

Agnieszka Danielewicz, Zbigniew Kajpus, Kinga Klepacka, Krystyna Mierzejewska, Sebastian Stepek, Grzegorz Światłowski i Marian Wardzała. 

Za bezpłatnymi biletami dla uczniów szkół średnich nie zagłosowało także, wstrzymując się od głosu  – co wprawiać może w zdumienie – dwóch radnych z (podobno pro-socjalnego PiS-u) – Ryszard Pagacz i Piotr Wójcik

Za wnioskiem radnego Ciesielczyka głosowało natomiast  7 radnych – i te nazwiska też warto zapamiętać – oprócz oczywiście samego wnioskodawcy Ciesielczyka – Mirosław Biedroń, Józef Gancarz, Stanisław Klimek, Roman Korczak, Anna Krakowska i Angelika Świtalska

Szokiem był wniosek radnego z klubu „Nasze Miasto Tarnów” – Tadeusza Żaka, który zażądał, by tarnowscy bezrobotni stracili bezpłatne bilety autobusowe. Wniosek poparli radni jego klubu „Nasze Miasto Tarnów” oraz KO z wyjątkiem bezpartyjnego Marka Ciesielczyka oraz radni PiS, którzy byli za utrzymaniem bezpłatnych biletów dla ludzi szukających pracy w Tarnowie. 

_____________________________________

Najnowszy numer - majowy otworzysz, klikając niżej myszką na -  "Pobierz"
pismo maj 2019 , zdt_14.pdf

Nie głosuj na JEDYNKI !

Już w roku 2011 studenci i pracownicy uczelni (głównie krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego) zorganizowali na Fecebooku akcję „Nie głosuj na jedynki”. Jednym ze współorganizatorów akcji był prof. Andrzej Piasecki z UP. Poparł ją także profesor Antoni Dudek. Studenci i naukowcy namawiali wówczas, by w wyborach nie głosować na liderów list, jako że „jedynki” swoją pozycję zawdzięczają wpływom w partii, a nie rzeczywistym osiągnięciom w działalności społecznej.

image


Pięć lat temu, przed poprzednimi wyborami do Europarlamentu akcję „Nie głosuj na jedynki” rozpropagował „FAKT”, pisząc m.in.:
„Cwaniacy wyćwiczeni w partyjnych gierkach, dorobkiewicze i aroganci albo celebryci niemający pojęcia o polityce i pracy dla dobra państwa. Tacy ludzie wskutek wewnątrzpartyjnych przepychanek lądują najczęściej na pierwszych miejscach list wyborczych do europarlamentu. To miejsce daje największą szansę na to, by załapać się na pięć lat do europarlamentu i żyć wygodnie z bajońską pensją, licznymi przywilejami i widokami na sutą emeryturę. Oni nie zasługują na nasze poparcie. Nie popierajcie skompromitowanych polityków, lanserów i celebrytów, którzy za wszelką cenę po naszych grzbietach pchają się do Brukseli. Szukajcie na listach wyborczych osób, które mogą zasługiwać na zaufanie i dawać gwarancję tego, że będą w Parlamencie Europejskim pracować dla dobra Polski.”


W roku 2015 podobną akcję – NIE GŁOSUJ NA JEDYNKI – prowadziło stowarzyszenie OBURZENI, apelując do wyborców:
„Nie akceptując … sposobu układania list wyborczych przez kacyków partyjnych, apelujemy o niegłosowanie na ustawionych na pierwszych miejscach na listach wyborczych kandydatów, niezależnie od Waszych sympatii politycznych. Dzisiaj w praktyce to wodzowie partyjni, a nie wyborcy dokonują wyboru posłów, namaszczając tzw. JEDYNKI jako liderów list wyborczych. Wyborcy nie mając szans na poznanie wszystkich kandydatów w ciągu zaledwie jednego miesiąca kampanii wyborczej na rozległym obszarze swego okręgu wyborczego, niejako automatycznie stawiają krzyżyk przy nazwisku pierwszego na liście, będąc jej zwolennikiem. W efekcie do parlamentu dostają się często miernoty i bezwartościowi klakierzy. Sprzeciwmy się dyktatowi wodzów partyjnych oraz liderów komitetów wyborczych i nie głosujmy na JEDYNKĘ, lecz tego kandydata, którego poznaliśmy dobrze i uważamy za uczciwego, inteligentnego i odważnego. Pokażmy gest Kozakiewicza kacykom partyjnym i komitetowym, którzy namaścili uległych im YESMENÓW, jako tzw. „liderów” list wyborczych”.


Słuszność apelu „Nie głosuj na jedynki” potwierdzili (chyba niechcący) obecni europosłowie Danuta Huebner i Michał Boni, którzy nie chcieli kandydować do PE, gdyż uważali, że zaproponowane im miejsca na liście wyborczej (czwarte i piąte) nie dają im gwarancji wyboru. Tym samym potwierdzili, iż obowiązująca w Polsce ordynacja wyborcza oznacza, że wyboru dokonuje wódz partyjny, decydujący o kolejności na liście, a nie wyborcy.


Teraz, przed kolejnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego Ogólnopolski Komitet NIE GŁOSUJ NA JEDYNKI pisze z kolei:
„Zwracamy się do wszystkich – niezależnie od sympatii partyjnych – którym leży na sercu dobro Polski, by nie głosowali na JEDYNKI, lecz tych kandydatów – niezależnie od miejsca na liście wyborczej – których poznaliśmy dobrze i którzy gwarantują skuteczne reprezentowanie polskich interesów w Parlamencie Europejskim.


Zwracamy się do Was o rozpowszechnianie tego apelu w Internecie oraz w formie ulotek, plakatów, banerów, bilbordów w całej Polsce.


Ogólnopolski Komitet NIE GŁOSUJ NA JEDYNKI”
nie.glosuj.na.jedynki@gmail.com
tel. 601 255 849

__________________________________


Idę do Parlamentu Europejskiego po to, by go zlikwidować

- mówi dr Marek Ciesielczyk, bezpartyjny kandydat do PE z listy KONFEDERACJA - miejsce nr 6

Unia – TAK , Parlament - NIE 

„A co takiego robi europoseł?
Walczy o równość płci, z homofobią, wymyśla przepisy
definiujące precyzyjnie, co jest owocem, a co warzywem.
Ustala procedury ekologiczne,
walczy o jedną wspólną ładowarkę do telefonów,
promuje szybki Internet, dba o prawa autorskie
wielkich wytwórni i korporacji,
ustala limity prędkości na autostradach,
wprowadza opłaty za niesegregowanie śmieci, itp.
Tak, to wszystko kosztuje obywateli UE aż 7 mld zł rocznie”.

Łukasz Piechowiak
Prezes Fundacji Krakowskie Przedmieście,
red. nacz. Fintek.pl


26 maja odbędą się kolejne wybory do Parlamentu Europejskiego. Czy jednak funkcjonowanie tego quasi parlamentu ma sens? Chyba jako jedyny kandydat do PE, Marek Ciesielczyk z Tarnowa zapowiada, iż jeśli zostanie europosłem, to jego pierwszym krokiem będzie wniosek o samolikwidację Parlamentu Europejskiego, który ma charakter pasożytniczy. W artykule pt.: „Niepotrzebne wybory do niepotrzebnego parlamentu” na stronie Klubu Jagiellońskiego czytamy zaś m.in.: „ Parlament Europejski to zbędna instytucja, która nie rozwiązuje, a wręcz piętrzy problemy, z jakimi boryka się Unia”..


Bez Parlamentu Europejskiego UE będzie funkcjonować lepiej

Klub Jagielloński na pytanie: „Czy powołanie Europarlamentu i przeprowadzanie wyborów bezpośrednich posłów jest niezbędne do tego, aby UE realizowała interes obywateli państw członkowskich?” - odpowiada negatywnie, gdyż Parlament Europejski nie daje takiej gwarancji.

Autor w/w artykułu słusznie zauważa, iż wystarczy, by legitymizację i kontrolę nad Unią Europejską zapewniały funkcjonujące przecież takie instytucje międzyrządowe, jak Rada Europejska (czyli szefowie rządów państw członkowskich) oraz Rada Unii Europejskiej (czyli ministrowie tych państw zbierający się w zależności od tematu rozważanej sprawy).

Ponad 700 eurodeputowanych można by więc wysłać do domu, gdyż są niepotrzebni do sprawnego funkcjonowania Unii Europejskiej. Można nawet rzec, iż utrudniają oni funkcjonowanie UE.
Klub Jagielloński zauważa również, iż „królewskie pensje (europosłów)… wszelkie diety i udogodnienia”, a także dożywotnie, astronomiczne emerytury stwarzają wyśmienite warunki do powstania pasożytniczej grupy eurodeputowanych, która będzie do upadłego bronić istnienia Parlamentu Europejskiego.

- patrz "Głębokie koryto Parlamentu Europejskiego" :

https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/950102,zlikwidowac-pasozytniczy-parlament-europejski


Parlament Europejski jest instytucją zbędną także i dlatego, iż „Kluczowe funkcje ponadnarodowe pełnią bowiem dwie inne instytucje – Komisja Europejska oraz Trybunał Sprawiedliwości UE”.
Komisja jest organem wykonawczym Unii Europejskiej, odpowiedzialnym nie tylko za bieżącą politykę, ale także mającą inicjatywę legislacyjną, zaś Trybunał Sprawiedliwości jest sądem orzekającym w sporach między państwami, instytucjami UE oraz między pierwszymi a drugimi.


„Parlament Europejski jedynie niepotrzebnie wydłuża i komplikuje proces legislacyjny. Co więcej, poprawki PE do dyrektyw i rozporządzeń wynikają często z wpływów branżowych lobby”.
Ustawiczne „pielgrzymowanie” europosłów oraz obsługi PE wraz z tonami dokumentów pomiędzy Strasburgiem, Brukselą i Luksemburgiem, niepotrzebnie obciąża budżet Unii Europejskiej.


Jednak udział w wyborach do PE ma sens


Dlaczego wobec tego brać udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego? Klub Jagielloński odpowiada: „ … ponieważ jakakolwiek zmiana tej instytucji musi uzyskać przyzwolenie jej samej. Dlatego warto, aby politycy krytyczni tak wobec PE czy jego obecnego kształtu zabiegali o udział w wyborach.”.


Frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego w Polsce jest dwa razy niższa niż do Sejmu. Jest to istotną wskazówką, jak krytyczny stosunek mają Polacy do tej instytucji.

patrz: "Czy Polsce opłaca się być członkiem Unii Europejskiej?"

https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/950304,czy-polsce-oplaca-sie-byc-czlonkiem-unii-europejskiej


Jednak warto namawiać do udziału w wyborach. Jeśli nie chcemy, by wzorem Wielkiej Brytanii inne państwa występowały z Unii Europejskiej, a ona sama nie przekształcała się coraz bardziej w zbiurokratyzowany, rachityczny twór, który nie będzie w stanie konkurować z Ameryką Północną i Azją, musimy gruntownie go zreformować.
Dlatego ważna jest aktywność ludzi, którzy krytycznie oceniają obecny stan Unii Europejskiej.


Marek Ciesielczyk

www.marekciesielczyk.com


dr Ciesielczyk do PE ulotka jpg 1jpg

dr Ciesielczyk do PE ulotka jpg 2jpg

„Tadeusz Kwiatkowski zostanie wiceprezydentem Tarnowa. Nie przeszkadza fakt, że molestował seksualnie w 2009 roku?” – to tytuł jednego z artykułów.


7 pytań do prezydenta Tarnowa, Romana Ciepieli, które zadał radny bezpartyjny Marek Ciesielczyk na sesji Rady Miejskiej 25 kwietnia 2019 roku:


1. Czy Pan Prezydent wiedział, powołując p. Tadeusza Kwiatkowskiego (działacza PSL z Dąbrowy Tarnowskiej, b. starostę dąbrowskiego) na stanowisko zastępcy Prezydenta Tarnowa, iż Główny Inspektor Pracy przeprowadził w Starostwie Powiatowym w Dąbrowie Tarnowskiej kontrolę (w 2012) „w zakresie… poniżania oraz molestowania seksualnego” i stwierdził w swym raporcie pokontrolnym, dostępnym w Starostwie, m.in.:
„W dwóch przypadkach ankietowani (pracownicy starostwa, MC) stwierdzili, że według ich oceny w Starostwie Powiatowym w Dąbrowie Tarnowskiej występują przejawy dyskryminacji (m.in. „ze względu na poglądy polityczne”, przyp. red.)
… występują werbalne, nieakceptowane zachowania o charakterze seksualnym, odnoszące się do płci pracownika i naruszające jego godność…., a wyżej wymienione działania, dotyczące molestowania seksualnego wykonywane były w obecności świadków i osobą je stosującą był pracodawca”.

Główny Inspektor Pracy „w wstąpieniu skierowanym do pracodawcy – Starosty Powiatowego w Dąbrowie Tarnowskiej zobowiązał go do podjęcia działań mających na celu przeciwdziałanie dyskryminacji, w tym molestowaniu seksualnemu…”.


2. Czy Pan Prezydent wiedział, iż po upublicznieniu nagrania, które obrazowało skandaliczny sposób odnoszenia się p. Kwiatkowskiego do podwładnych kobiet, p. Kwiatkowski przegrał proces (w 2012) o zniesławienie, a Sąd w uzasadnieniu wyroku stwierdził m.in. w publikacji były „sformułowania sugerujące, iż (Kwiatkowski, MC) w stosunku do podwładnych kobiet, wykorzystując zależność służbową, dopuścił się werbalnego seksualnego napastowania urzędniczek… w żaden sposób nie można zgodzić się z oskarżycielem prywatnym (czyli z Kwiatkowskim, MC), aby został zniesławiony treścią w/wym. artykułów… treść ww. artykułu nie jest niczym więcej jak właśnie oceną określonego zachowania … , a opinia publiczna ma prawo być informowana o ewentualnych nieprawidłowościach lub wręcz patologiach”,


3. Czy Pan Prezydent wiedział, iż – według danych statystycznych (m.in. GUS) powiat dąbrowski w czasach rządów starosty Kwiatkowskiego, charakteryzował się najwyższym w Małopolsce bezrobociem, najniższymi dochodami, wyjątkowo słabymi wynikami nauczania w tamtejszych szkołach, kryzysem w służbie zdrowia (np. strajk w dąbrowskim szpitalu). Czy Pan Prezydent wiedział, dlaczego p. Kwiatkowski stracił władzę w powiecie dąbrowskim jesienią 2018 roku?


4. Czy Pan Prezydent wiedział, iż – według wypowiedzi posła RP Wiesława Krajewskiego w jednej z gazet, p. Kwiatkowski przebywał 4 miesiące na zwolnieniu chorobowym od chwili utraty stanowiska starosty jesienią 2018 roku do chwili – prawdopodobnie uzyskania wiedzy, iż zostanie zastępcą Prezydenta Tarnowa pod koniec marca 2019 roku.
Czy p. Kwiatkowski może potwierdzić lub zaprzeczyć temu, iż przebywał 4 miesiące na zwolnieniu chorobowym?


5. Czy Pan Prezydent wiedział, iż – według informacji Starostwa Powiatowego w Dąbrowie Tarnowskiej – p. Kwiatkowski w czasie, gdy przebywał na zwolnieniu chorobowym, brał udział w posiedzeniu Rady Powiatu?
Jak pokazują dotychczasowe wyroki sądowe (np. sądu tarnowskiego w przypadku radnego tarnowskiego), udział w posiedzeniach rady czy komisji radnego, który przebywa na zwolnieniu lekarskim, kończy się niekorzystnym dla tego radnego wyrokiem sądu. Czy Pan Kwiatkowski może potwierdzić lub zaprzeczyć prezentowanym tu informacjom Starostwa?


6. Jeśli Pan Prezydent wiedział o 4-miesiecznej chorobie p. Kwiatkowskiego, o której mówi publicznie poseł Krajewski, czy nie miał Pan obaw, czy stan zdrowia p. Kwiatkowskiego pozwoli mu na wykonywanie odpowiedzialnej pracy zastępcy Prezydenta Tarnowa?


7. Chciałbym także spytać radnych tarnowskich, zwłaszcza kobiety, a także przedstawicieli organizacji obecnych na sali (np. Stowarzyszenia Rodzin Katolickich czy tych, które upominają się o prawa kobiet – w Radzie są działaczki „Nowoczesnej”), co sądzą o powołaniu p. Kwiatkowskiego na stanowisko z-cy Prezydenta Tarnowa?


Oczekuję na pisemną odpowiedź.
dr Marek Ciesielczyk – radny bezpartyjny
Tel. 601 255 849, dr.ciesielczyk@gmail.com



Czy Polsce opłaca się być członkiem Unii Europejskiej?

Po pierwsze – zlikwidować Parlament Europejski

„Nasza struktura gospodarcza w chwili obecnej jest analogiczna do struktury krajów pokolonialnych i w zasadzie można powiedzieć, że Polska jest neokolonią. (…)   W obliczu coraz mocniejszych tendencji  sfederalizowania Unii Europejskiej grozi nam pozbawienie wolności i niezależności typu politycznego”.

Prof. Witold Kieżun

    Prof. Witold Kieżun, fot. Wikipedia, profesor nauk ekonomicznych, wykładał zarządzanie m.in. na Temple University w Filadelfii, na Uniwersytecie w Montrealu, pracował dla ONZ, uczeń Tadeusza Kotarbińskiego, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień sowieckich łagrów.


Eurorealiści powinni zreformować rachityczny twór – UE

Budżet Unii Europejskiej na lata 2021-2027 będzie ostatnim, w którym Polska będzie otrzymywać z Brukseli więcej pieniędzy niż tam wpłacać. Od roku 2018 nasz kraj więcej będzie dawać do brukselskiej kasy w formie składki niż stamtąd brać – zauważył niedawno, słusznie, eurodeputowany Ryszard Czarnecki. Czy to jednak oznacza, iż dotychczas członkostwo Polski w Unii Europejskiej faktycznie cały czas opłacało się nam finansowo?

Tak jak nie można od ćwierćwiecza zmienić obowiązującej obecnie w Polsce „najgłupszej na świecie ordynacji wyborczej”  (prof. Zbigniew Brzeziński) na większościową poprzez zbieranie podpisów pod petycjami w tej sprawie czy też demonstracje, lecz jedynie poprzez wejście zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu i zmianę obecnego systemu politycznego w wyniku parlamentarnego głosowania, tak nie można będzie zmienić pozostawiających Europę w tyle (za Azją i Ameryka Północną) zasad funkcjonowania Unii Europejskiej – bez wejścia eurorealistów do wnętrza tego rachitycznego tworu (w tym także do Parlamentu Europejskiego).

Albo uda się sprawić, iż Unia Europejska będzie skutecznie konkurować z Azją i Ameryką Północną, czyli – uda się ograniczyć jej istotę wyłącznie do wolnego przepływu ludzi, towarów, kapitału i usług, albo – jeśli okaże się to niemożliwe –  po Brexicie kolejne państwa będą występować z tego dzisiaj dziwacznego,  zbiurokratyzowanego do granic wytrzymałości i coraz bardziej odczuwalnie zniewalającego nas tworu, ograniczając się np. tylko do przynależności do Europejskiego Obszaru Gospodarczego i strefy Schengen?  

Niebieskie tablice propagandowe

26 maja odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, który mimo większych niż na początku swego istnienia kompetencji, ciągle jest instytucją, która nie ma większego znaczenia w UE. Kluczowe decyzje zapadają gdzie indziej – patrz np. artykuł: Patrz np. artykuł na stronie Klubu Jagiellońskiego pt.::  „Niepotrzebne wybory do niepotrzebnego parlamentu”, https://klubjagiellonski.pl/2014/05/21/musialek-niepotrzebne-wybory-do-niepotrzebnego-parlamentu/

Polska jest członkiem Unii Europejskiej od 1 maja 2004 roku. Dzisiaj prawie przy każdym rowie na wsi, na każdej ścianie w mieście uprawiana jest propaganda pronijna w postaci niezbyt estetycznych i zazwyczaj pasujących do otoczenia niczym przysłowiowy kwiatek do kożucha niebieskich tablic, przygniatających czytelnika (o ile w ogóle je ktoś czyta?) liczbami, które mają świadczyć o wyjątkowej szczodrości UE wobec Polski.

Powoli Polacy zaczynają jednak zauważać, iż nasze członkostwo w Unii Europejskiej bynajmniej nie oznacza samych korzyści. Niektórzy pytają nawet, czy nam się jeszcze w ogóle opłaca być członkiem UE? Jaka jest prawda?

Polska od pewnego czasu traci na członkostwie w Unii Europejskiej

Ciekawe zestawienie zysków i strat, wynikających z naszego członkostwa w UE znaleźć można na stronie www.tomaszcukiernik.pl  Według zaprezentowanych tam danych Polska zyskała w latach 2007 – 2013 ok. 91 miliardów euro dotacji unijnych. Jednak w tym samym czasie nasz kraj wpłacił do kasy UE składki w wysokości 22,6 mld euro, koszt całej biurokracji obsługującej proces starania się o te dotacje (np. koszt utrzymania różnych agencji, części urzędów marszałkowskich, doradców etc.) wyniósł w ciągu tych lat ok. 6,5 mld euro, koszt przygotowania wniosków, które zostały przyjęte to 13,5 mld euro, zaś koszt przygotowania wniosków odrzuconych – 16 mld euro, prefinanowanie projektów kosztowało nas w sumie 12 mld euro, zaś współfinansowanie ze środków publicznych – 16,3 mld euro, a ze środków prywatnych – 19,9 mld euro.

Tak więc suma polskich wydatków, związanych z pozyskiwaniem unijnych dotacji w latach 2007 – 2013 to ok. 106,8 mld euro. Straciliśmy więc na tym 15,8 mld euro! Oznacza to, że każdy Polak dopłacał do „pomocy” unijnej 238 zł rocznie. Pamiętać przy tym należy, iż nie wszystkie przyznane nam dotacje unijne zostały wykorzystane. Faktyczny bilans jest więc dla Polski jeszcze bardziej niekorzystny.

Dodać także trzeba, że otrzymując unijne dotacje, gminy zadłużają się i ponoszą dodatkowe koszty z tytułu obowiązku spłaty odsetek od kredytów. Na uwadze musimy również mieć i to, że samo przygotowanie Polski do integracji kosztowało nas ok. 25 mld złotych (np. dostosowanie polskiego prawa do unijnego etc.). Nasz bilans rzeczywisty pogarszają dodatkowo kary nakładane na Polskę przez Unię Europejską np. z powodu niestosowania się do unijnego prawa itd., a pamiętać przy tym należy, iż rynek unijny regulowany jest przez ponad 1600 dyrektyw i ponad 600 rozporządzeń.

Także podziemnatv.pl ocenia negatywnie nasz bilans. Jeśli w latach 2014 – 2020 otrzymamy z kasy unijnej ok. 300 mld zł, to same składki będą nas kosztować ok. 120 mld zł. Gdy do naszych wydatków dodamy to, o czym była mowa wyżej, bilans nie będzie dla nas tak korzystny, jak się nam wmawia. Podziemnatv.pl oblicza, że cały okres członkostwa (od 2004 do 2012) mógł nam przynieść w sumie co prawda ok. 240 mld zł unijnych dotacji, ale np. obsługa polskiego długu w tym czasie kosztowała nas znacznie więcej, bo aż 310 mld zł! Oczywiście sumę dotacji należy – tak jak to zrobił Cukiernik – pomniejszyć o koszty ich uzyskania. Autor ten obliczył, iż w latach 2007 – 2013 Polska dokładała do unijnego „interesu” ok. 2 miliardy euro rocznie!    

Polska jest rzeczywiście unijną neokolonią

Miało być tak pięknie: wolny przepływ ludzi, towarów, kapitału i usług, a skończyło się na neokolonializmie unijnym. Tak naprawdę za dotacje Unia Europejska – jak słusznie twierdzi prof. Witold Kieżun – kupuje naszą suwerenność (dyktuje nam np., ile możemy produkować mleka, ile dwutlenku węgla itp.). Unia płaci tylko za to, co uzna za stosowne.

UE wymusza za pomocą dotacji naszą uległość, uzależnia nas od siebie prawie całkowicie (np. firma, która otrzymała unijną dotację, nie może zmienić typu produkcji, na który ją dostała). Jak słusznie zauważa dalej Cukiernik – inwestycje dotowane przez UE są bardzo często nietrafne (np. lotniska w Hiszpanii, czy termy w Polsce w miejscu, gdzie nie ma w miarę dostępnych ciepłych wód). Najczęściej beneficjentami pomocy unijnej są samorządy lub instytucje państwowe, a – jak wiadomo od stuleci – sektor publiczny jest dwa razy droższy niż prywatny przy wykonywaniu tych samych zadań. Nie mniej ważnym argumentem jest to, iż dotacje opóźniają proces inwestycyjny, generują nieuczciwą konkurencję dla bardziej przecież wydajnego sektora prywatnego i są korupcjogenne.

Eurorealiści powinny spróbować wziąć udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego, by także od środka spróbować zmienić niewydolny gospodarczo, niesprawiedliwy finansowo, zniewalający politycznie czy w ogóle kulturowo – system. Warto mieć w pamięci powyżej zaprezentowane dane liczbowe, gdy 26 maja będziemy wrzucać kartę do urny wyborczej.

Marek Ciesielczyk


Autor:

Marek Ciesielczyk – doktor politologii Uniwersytetu w Monachium, profesor University of Illinois w Chicago, pracownik naukowy Forschungsinstitut fur sowjetische Gegewart w Bonn, Fellow w European University Institute we Florencji, autor kilku książek i kilkuset artykułów w języku niemieckim, angielskim i polskim, jako wieloletni radny tarnowski określany mianem „sumienia Tarnowa”, uhonorowany jednym z najwyższych polskich odznaczeń państwowych – Krzyżem Wolności i Solidarności – za walkę o wolną Polskę, kandyduje jako bezpartyjny do Parlamentu Europejskiego w województwie małopolskim i świętokrzyskim z listy KONFEDERACJA, miejsce nr 6. Dr Ciesielczyk zapowiada, iż – jeśli zostałby europosłem – jego pierwszą akcją w PE będzie wniosek o samolikwidację Parlamentu Europejskiego.

dr.ciesielczyk@gmail.com    tel. 601 255 849

___________________________________________________

Dlaczego bezpartyjny kandydat z Tarnowa chce zlikwidować Parlament Europejski?

Głębokie koryto PE 

Jeden z byłych eurodeputowanych Marek Migalski w swojej książce "Parlament Antyeuropejski" opisał metody wyciągania potężnych pieniędzy z naszej, podatników kieszeni przez europosłów. Zdaniem Migalskiego w Brukseli funkcjonuje cały system 'legalnej korupcji'. Książka wydana została w 2014 roku, a więc prezentowane przez Migalskiego dane dotyczą okresu 2009 - 2014. W międzyczasie trochę się w PE zmieniło, ale pasożytnicza istota tej - w rzeczy samej – zupełnie niepotrzebnej instytucji pozostaje ta sama. 

koryto PEjpg

12 tys. euro czystego przychodu

Każdy członek Europarlamentu otrzymywał wówczas pensję miesięczną w wysokości ponad 7,5 tys. euro. Oprócz tego za każdy dzień pobytu w Brukseli czy Strasburgu dostawał ponad 300 euro diety. Dzięki temu można było miesięcznie dostać właściwie drugą pensję. W sumie więc do kieszeni posła wpływało miesięcznie ok. 12 tys. euro, czyli ok. 50 tysięcy złotych. Jak uzyskiwało się w/w dietę? Wystarczyło o dowolnej porze między godz. 7.00 a 22.00 wpaść na 10 sekund i złożyć stosowny podpis. 

1,5 mln zł "zarabiają" na dojazdach

Każdy poseł mógł co tydzień przyjechać do pracy swoim samochodem. Dostawał za to zwrot w wysokości 49 eurocentów (2,1 zł) za każdy kilometr. Po odliczeniu kosztów paliwa na rękę za jeden taki kurs dostawał kilka tysięcy złotych. Jeśli więc ktoś zdecydował na początku kadencji, że będzie regularnie co tydzień dojeżdżał do pracy, na przykład z Warszawy, to zarobił w ciągu pięciu lat ok. 700-800 tys. zł. Sprytniejsi potrafili „wyciągnąć” nawet 1,5 mln zł! 

Śpią w biurach, by zaoszczędzić

Diety powinny być wydawane na jedzenie i lokum do spania. By zaoszczędzić na wynajmie mieszkań, europosłowie wynajmowali jedno w kilka osób, a byli i tacy, których przyłapano na spaniu w biurach PE. "Biura w Brukseli składają się z dwóch pokojów - jeden jest przeznaczony dla asystentów i stażystów, a drugi dla MEP-a (czyli europosła). Ten drugi jest wyposażony w cały niezbędny sprzęt biurowy, ale także w łazienkę z prysznicem i kozetkę, na której spokojnie można się wyspać. To właściwie małe mieszkanie, więc rozumiem, że niektórych mogło kusić, by się tam od czasu do czasu przespać" - pisze Migalski.  

Temu procederowi miały przeciwdziałać kontrole ochrony PE, które po 23.00 zaczynały  obchodzić gabinety. Strażnicy pukali i sprawdzali, co dzieje się w pokojach, w których widać włączone światło. "Ale i na to nasi sprytni europosłowie znaleźli sposób - do drzwi wkładali po prostu klucze. Strażnik mógł się więc dobijać, ile tylko chciał. A zapewne w końcu odpuszczał, bo w sumie co mu zależy. A eurodeputowany? Może nad ranem był trochę pomięty i połamany spaniem przy biurku i słuchaniem strażniczego walenia do drzwi, ale jednak z diety nie wydał na nocleg ani złotówki, prawda?" - ironizuje b. europoseł Migalski. 

Zarabiają też w weekendy w kraju

Oprócz pięciu diet dziennych w ciągu tygodnia eurodeputowanemu należały się również dwie diety podróżne: za poniedziałkowe dotarcie do PE i za piątkowe dotarcie do kraju w wysokości ok. 150 euro. W sumie więc w ciągu tygodnia z samych tylko diet można było uzyskać ponad 1,8 tys. euro. Jeśli dodamy do tego pieniądze, które można było otrzymać za dojazd autem, to za podróż główną (czyli w poniedziałek do Brukseli i w piątek do kraju) oraz za "brejka" w środku tygodnia doliczyć sobie można było ... 2 tys. euro! Podsumowując - oprócz normalnej pensji w wysokości ok. 6 tys. euro miesięcznie netto (po odliczeniu belgijskiego podatku) każdy poseł mógł (jeśli robiłby "brejki" samochodowe i kasował każdą dietę) zarobić miesięcznie dodatkowo... 8 tys. euro! To dawało razem 14 tys. euro miesięcznie! I to praktycznie bez siedzenia w Brukseli - bo wciąż albo w drodze, albo w domu.

Eurodeputowany mógł też – w czasach Migalskiego - zarabiać w weekendy w kraju, należał  mu się bowiem ekwiwalent za wojaże po Polsce. Owszem, można odbyć 24 darmowe podróże samolotem oraz tyle samo pociągiem - i z tego nie ma nic prócz przyjemności podróżowania za darmo. Ale posłom przysługiwała również możliwość jeżdżenia po kraju autem. Za każdy przejechany po ojczyźnie kilometr dostawało się 49 eurocentów. Limit na tego typu podróże wynosił 24 tys. km rocznie. 

Mogą przebywać w Warszawie i tu zaliczać diety

Regulamin PE pozwalał na otrzymanie dziennej diety także poza budynkiem Parlamentu, ale musiało to być związane z pełnieniem mandatu i udziałem w pracach parlamentu krajowego. "W polskich warunkach ów 'udział' ogranicza się do uczestniczenia w posiedzeniach sejmowych i senackich komisji ds. Unii Europejskiej. Można więc, zamiast siedzieć w Brukseli, spokojnie przebywać w Warszawie i tam zaliczać diety" - pisze Migalski.  

Dotyczyło to jednak tylko tych eurodeputowanych, którzy mieszkali poza Warszawą. Warszawiacy też mogli uczestniczyć w posiedzeniach, ale diet nie dostawali. "Z tego też powodu kilku z nich wyprowadziło się ze stolicy. Choć powinienem uściślić - niezupełnie wyprowadziło, po prostu zameldowali się gdzie indziej. Na marginesie - kiedy jeszcze można było dostawać kilometrówkę za dojazdy do Brukseli nieograniczoną do tysiąca kilometrów, ale liczoną od miejsca zamieszkania, jeden z polskich MEP-ów, mimo że mieszka w Warszawie, zameldował się aż pod wschodnią granicą. Dzięki temu mógł naliczać kilometry prawie od Białorusi" – zdradza b. europoseł Migalski.

"Diety sejmowe' są o tyle przyjemne, że rzeczywiście można 'wyskoczyć' na zaledwie kilka godzin do sejmu, a większość czasy spędzać wśród bliskich i znajomych. Po posiedzeniu mogą przecież przejść się sejmowymi korytarzami i udzielić kilku wywiadów (z zadowoloną miną, bo zarobili właśnie tyle, ile część dziennikarzy zarabia w tydzień czy dwa)" – czytamy w książce „Parlament Antyeuropejski”. 

Europosłowie są dojnymi krowami, ssanymi przez aparaty partyjne

Największą kasą do całkowitej dyspozycji europosłów, choć bezpośrednio do nich nienależącą, było ponad 20 tys. euro na asystentów i ponad 4,5 tys. euro na biura (kwoty miesięczne). Każda partia "zabierała" jednak swojemu europosłowi dużą część ludzi i pieniędzy, zauważa w swojej książce Migalski..

"Właśnie z tego powodu niektórzy polscy eurodeputowani nie są w stanie powiedzieć, ilu mają asystentów lub biur poselskich. Bo większości 'swoich' pracowników nie widzieli na oczy, a o istnieniu 'swoich' biur poselskich dowiadują się z mediów. Mechanizm jest banalnie prosty - MEP podpisuje fikcyjne umowy o pracę z jakimiś ludźmi, którzy tylko formalnie są jego asystentami, a w rzeczywistości pracują na rzecz partii-matki lub poszczególnych polityków lokalnych w regionie. Podobnie dzieje się z pieniędzmi na biura: jakiś lokalny poseł wywiesza na swoim biurze tabliczkę, że jest to także biuro europosła, i w ten sposób może za darmo, czyli za pieniądze od MEP-a, zajmować ten lokal.  

Eurodeputowani są więc dojnymi krowami ssanymi przez aparaty partyjne i w rzeczywistości mają po 2-3 asystentów. To dlatego ich działalność jest taka skromna - bo nie mają do dyspozycji (jak wynikałoby z oficjalnych dokumentów) 80 tys. zł na płace dla zatrudnionych przez siebie osób, ale na przykład zaledwie 20 tys." – ujawnia Migalski. 

"Można zatrudnić kilku kolegów i razem przez pięć lat mile spędzać czas"

Ilu właściwie asystentów mógł mieć każdy eurodeputowany?  "Odpowiedź nie jest łatwa, bo zależy to od samego europosła (i - jak już napisałem - jego partii). Podobno jeszcze kilka lat temu nic nie regulowało swobody eurodeputowanych i zdarzył się taki, który za całą sumę (wówczas ok. 15 tys. euro) zatrudnił jedną osobę, Przypadkiem była to jego... żona! Potem weszły przepisy, które uniemożliwiały czy raczej utrudniały angażowanie osób spowinowaconych lub krewnych" – pisze b. europoseł.

Zaraz jednak dodaje: "Nikt nie kontroluje i nie sprawdza, kogo zatrudniamy i co ten ktoś robi. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zatrudnić kilku kolegów i razem przez pięć lat mile spędzać czas, zarabiając naprawdę godne pieniądze. Jeśli już oddamy, co cesarskie cesarzowi (czyli szefowi partii), to z kwotą, która z 80 tys. miesięcznie na asystentów nam pozostanie, możemy poszaleć i nikt nam nic nie powie" - konkluduje Migalski.  

Marek Ciesielczyk 

O autorze:

Marek Ciesielczyk - doktor politologii Uniwersytetu w Monachium, profesor University of Illinois w Chicago, pracownik naukowy Forschungsinstitut fur sowjetische Gegewart w Bonn, Fellow w European University Institute we Florencji, autor kilku książek i kilkuset artykułów w języku niemieckim, angielskim i polskim, jako wieloletni radny tarnowski określany mianem „sumienia Tarnowa”, uhonorowany jednym z najwyższych polskich odznaczeń państwowych – Krzyżem Wolności i Solidarności – za walkę o wolną Polskę, kandyduje jako bezpartyjny do Parlamentu Europejskiego w województwie małopolskim i świętokrzyskim z listy KONFEDERACJA, miejsce nr 6. Dr Ciesielczyk zapowiada, iż – jeśli zostałby europosłem - jego pierwszą akcją w PE będzie wniosek o samolikwidację Parlamentu Europejskiego.

dr.ciesielczyk@gmail.com    tel. 601 255 849

______________________

Więcej praw dla tarnowian!

W dniu 2 kwietnia powstał w Tarnowie „Komitet Inicjatywy Uchwałodawczej – Więcej Praw dla Tarnowian”, który zbiera podpisy mieszkańców pod projektem uchwały zmieniającej Statut Gminy Miasta Tarnowa w taki sposób, by tarnowianie mieli większy wpływ na władze samorządowe.  

Projekt zwiera propozycje, by w Statucie był obecny zapis o prawie mieszkańców do zabrania głosu na sesji Rady Miejskiej, by w Internecie były dostępne relacje filmowe nie tylko z sesji Rady Miejskiej, ale także z posiedzeń komisji, aby nie tylko radni miejscy, ale także Rady Osiedla miały prawo do składania projektów uchwał, by przedstawiciele Rad Osiedli mieli nie tylko prawo do zabierania głosu na posiedzeniach komisji Rady Miejskiej, ale także do składania wniosków, aby wprowadzić statutowy zapis, iż wiceprzewodniczącymi Rady Miejskiej byli radni wywodzący się z innych klubów niż jej przewodniczący lub radni niezależni oraz aby Rady Osiedli miały obowiązek informowania wszystkich radnych miejskich – za pośrednictwem Kancelarii Rady Miejskiej - o terminie i miejscu swych posiedzeń. 

Spełnienie tych postulatów mieszkańców Tarnowa zwiększy transparentność prac samorządu oraz stopień demokracji lokalnej. Osoby, które chciałyby zbierać podpisy tarnowian w najbliższych dniach, mogą wydrukować listę poniżej i przekazać zebrane podpisy pełnomocnikowi komitetu, dzwoniąc pod numer 601 255 849 . Jeśli nie możesz tej listy wydrukować bezpośrednio z tej strony, najpierw kliknij prawą myszka na obraz, zapisz go i dopiero wówczas wydrukuj.

Niżej projekt samej uchwały wraz z uzasadnieniem. 

____________________________________________

str. 1

Uchwała Nr …………. Rady Miejskiej w Tarnowie  z dnia ………

zmieniająca uchwałę w sprawie uchwalenia Statutu Gminy Miasta Tarnowa   (projekt) 

Na podstawie art. 3 ust.1, art.18 ust.2 pkt 1, art.22 i art. 41a Ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2019 r. poz. 506) Rada Miejska w Tarnowie uchwala, co następuje:

§ 1.  W Statucie Gminy Miasta Tarnowa stanowiącym załącznik do uchwały Nr VII / 72 / 2003  Rady Miejskiej w Tarnowie z dnia 20 lutego 2003 r.  w sprawie uchwalenia Statutu Gminy Miasta Tarnowa (Dz. Urz. Woj. Małop. z 2016 r. poz. 2925) wprowadza się następujące zmiany:

1)     w  § 12, ustępie 1 po słowie: „Wiceprzewodniczących” dodaje się: „Każdy z nich wywodzi się z innego klubu / koła radnych niż Przewodniczący Rady Miejskiej lub jest radnym niezależnym, chyba, że nie ma takich radnych lub wszyscy radni zgadzają się na inne rozwiązanie”.

2)     w § 30 dodaje się punkt 7) o brzmieniu: „Rada Osiedla”,

3)     w § 37, w ustępie 1 po słowach: ”…kolejności zgłoszeń.” dodaje się: „Każdy mieszkaniec Tarnowa ma prawo zabrać głos na sesji Rady Miejskiej w sprawie dotyczącej miasta w punkcie porządku sesji Rady Miejskiej, dotyczącym tej sprawy lub w wolnych wnioskach, jeśli zgłosi Przewodniczącemu Rady Miejskiej przed sesją chęć zabrania głosu, a Przewodniczący lub Rada Miejska - w przypadku braku zgody Przewodniczącego – wyrazi na to zgodę; wystąpienie takie nie może trwać dłużej niż 5 minut.”

4)     w § 45, ustęp 5 otrzymuje brzemiennie: „Obrady Rady są transmitowane i utrwalane zaś komisji – utrwalane za pomocą urządzeń rejestrujących obraz i dźwięk. Nagrania tych obrad są udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej i na stronie internetowej miasta lub na YOU TUBE oraz w inny sposób zwyczajowo przyjęty”.

5)     w  § 63, w ustępie 4, po słowach: „Przysługuje mu prawo do zabierania głosu w dyskusji…” dodaje się: „i składania wniosków”, dalsza część pozostaje bez zmian.

6)     w  § 63, w ustępie 5 zdanie już istniejące oznacza się jako punkt 1) i dodaje się punkt 2) o brzmieniu: „Przewodniczący Zarządu Osiedla ma obowiązek informować wszystkich radnych Rady Miejskiej w Tarnowie o terminie i miejscu zebrań Rady Osiedla za pośrednictwem Kancelarii Rady Miejskiej.”

§ 2. Wykonanie uchwały powierza się Prezydentowi Miasta Tarnowa.

§ 3.  1. Uchwała podlega ogłoszeniu w Dzienniku Urzędowym Województwa Małopolskiego.

2. Uchwała wchodzi w życie po upływie 14 dni od ogłoszenia jej w w/w Dzienniku Urzędowym Województwa Małopolskiego.

Uzasadnienie projektu uchwały:

1)     Dla zachowania pluralizmu samorządowego, wiceprzewodniczącymi Rady Miejskiej powinni być radni – członkowie klubów innych niż ten, z którego wywodzi się Przewodniczący Rady. Zapewni to bardziej sprawne funkcjonowanie Rady i  równowagę reprezentacji w prezydium Rady.

2)     Znaczna część mieszkańców Tarnowa uważa, iż Rady Osiedla powinny mieć prawo do składania projektów uchwał, jako że na pewno reprezentują więcej niż 300 mieszkańców miasta, a taka grupa ma ustawowo zapewnione prawo do inicjatywy uchwałodawczej.

3)     Każdy mieszkaniec miasta powinien mieć prawo do zabrania głosu na sesji Rady Miejskiej w sprawie dotyczącej miasta. Dotychczasowa praktyka pokazała, iż były próby odmowy udzielenia głosu mieszkańcowi przez Przewodniczącego Rady Miejskiej (także takie, powołujące się na niejednoznaczne, dotychczasowe zapisy Statutu Gminy Miasta Tarnowa), dlatego w Statucie powinien znaleźć się jednoznacznie brzmiący zapis o takim prawie. Dotychczasowe, 30-letnie funkcjonowanie Rad Miejskiej pokazuje, iż takich prób zabrania głosu na sesji nie było zbyt wiele, więc po pierwsze - nie można zniechęcać obywateli do aktywności, po drugie - nie ma zagrożenia paraliżem prac Rady przez zbyt częste zabieranie głosu na sesji przez mieszkańców.

4)     Wielu mieszkańców Tarnowa pyta, dlaczego transmitowane są tylko obrady Rady Miejskiej i dlaczego jedynie relacje z sesji Rady są dostępne w Internecie i z jakiego powodu niedostępne są relacje filmowe z obrad komisji Rady Miejskiej. Mieszkańcy chcieliby widzieć i słyszeć, jak przebiegają posiedzenia komisji, domagają się większej transparentności samorządowej. Dlatego uważamy, że także przebieg obrad komisji powinien być dostępny w postaci relacji filmowych udostępnianych w Internecie, tym bardziej, iż tak właśnie robią inne gminy.

5)     Przedstawiciele rad osiedli – tj. przewodniczący ich zarządów powinni mieć nie tylko prawo do zabierania głosu w dyskusji na posiedzeniach komisji Rady, ale także składania – podobnie – jak radni miejscy – wniosków formalnych z takimi samymi konsekwencjami jak w przypadku radnych miejskich. Takie są oczekiwania znacznej części działaczy osiedlowych.

6)     Bardzo często radni miejscy nie są informowani o terminach posiedzeń rad osiedlowych. Jako że mają oni ustawowy obowiązek reprezentowania interesów wszystkich mieszkańców miasta, a nie tylko swego osiedla, powinni być na bieżąco informowani przez rady osiedla – za pośrednictwem Kancelarii Rady Miejskiej (np. mailowo) o miejscu i terminie każdego zebrania wszystkich rad osiedla.  

………………………………………………………………………………

Marek Ciesielczyk

Pełnomocnik Komitetu inicjatywy uchwałodawczej – więcej praw dla tarnowian

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tarnowskie Dialogi – 2

Debata – plusy i minusy polskiego samorządu

 

28 marca w Tarnowskim Centrum Kultury odbyło się - z inicjatywy Komisji Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miejskiej w Tarnowie – drugie z cyklu spotkań „Tarnowskie Dialogi”. Tym razem była to debata „Plusy i minusy polskiego samorządu, w której udział wzięli Sekretarz  Miasta Rzeszowa Marcin Stopa oraz Prezydent Tarnowa Roman Ciepiela. Debatę prowadził radny tarnowski Marek Ciesielczyk.

 0ejpg

Od lewej: Sekretarz Miasta Rzeszowa Marcin Stopa, Prezydent Tarnowa Roman Ciepiela, Przewodniczący Komisji Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miejskiej w Tarnowie - dr Marek Ciesielczyk


Oprawę muzyczną zapewnił Bartek Szułakiewicz – znakomity kompozytor i aranżer oraz Stanisław Migała – nestor tarnowskich gitarzystów. Po debacie miało miejsce spotkanie integracyjne przy lampce wina i oryginalnych przekąskach z tarnowskiej restauracji „Stara Łaźnia” w otoczeniu obrazów uczniów Zespołu Szkół Plastycznych w Tarnowie. 

Najbliższy współpracownik (od 17 lat)  Prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca, Marcin Stopa – Sekretarz Miasta podkreślił znaczenie odpolitycznienia samorządu. Mówił o sukcesach Rzeszowa, którego powierzchnia wzrosła w ciągu ostatnich 12 lat z 54 km 2 do 126 km 2, zaś budżet z 350 mln zł w roku 2003 do 1,65 mld zł w roku 2019. Ponad dwukrotne zwiększenie powierzchni miasta – dzięki przyłączeniu do niego sąsiednich gmin mimo protestów tracących pracę wójtów – zaowocowało nowymi terenami inwestycyjnymi. Powstały na nich zarówno nowe przedsiębiorstwa jak i osiedla mieszkaniowe. To z kolei przyciągnęło ludzi do Rzeszowa, dzięki czemu wzrosły dochody miasta (jako że ok. 50% wpływów z PIT-u trafia do budżetu miasta).

1 zespoljpg

Zespół muzyczny Stanisław Migała i Bartek Szułakiewicz

Prezydent Ferenc znany jest z tego, iż osobiście prawie codziennie rzuca okiem na wszystko, co dzieje się w mieście, gdyż – jak mówił jego najbliższy współpracownik – uważa, iż zza biurka nie można dostrzec tego, co ważne dla Rzeszowa.  Sekretarz Miasta Rzeszowa zwracał uwagę na konieczność budowy nowych osiedli, nawet jeśli spotyka się to z protestami mieszkańców sąsiednich terenów, gdyż nie można kierować się partykularyzmem. Władze miasta muszą myśleć perspektywicznie, przede wszystkim mieć na uwadze dobro całego miasta, a nie wyłącznie jego niewielkiej części.

Prezydent Tarnowa Roman Ciepiela zauważył, iż rośnie także błyskawicznie budżet naszego miasta, który pod koniec lat 90-tych wynosił ok. 250 mln zł, a teraz jest to prawie 900 mln zł. Podkreślał, iż zbyt często mamy do czynienia z państwowymi tendencjami centralistycznymi. Samorządy nie mają swego silnego lobby, które walczyłoby skutecznie o ich interesy. Na przykład subwencja oświatowa jest znacznie mniejsza niż faktyczne wydatki samorządów na oświatę. Prezydent Tarnowa postulował, by polskie gminy miały swój udział we wpływach z VAT-u, a nie tylko PiT-u. Niedawne zwolnienie młodych ludzi (do 26 roku życia) z PiT-u zaowocuje stratami dla budżetu Krakowa w wysokości ok. 150 mln zł. W przypadku Tarnowa będzie to pomniejszenie budżetu miasta o ok. 20 mln zł. Jak załatać tę dziurę – pytał prezydent.

Radny Marek Ciesielczyk z kolei postulował odpartyjnienie samorządów na poziomie najniższym. W  wyborach do rad gmin i powiatów powinny brać udział tylko komitety obywatelskie, a partie polityczne powinny startować wyłącznie w wyborach do sejmików wojewódzkich. Jako że w Polsce referendum gminne jest fikcją ze względu na zbyt wysoki próg frekwencyjny, powinien on zostać obniżony, by mieszkańcy polskich wsi i miast mogli czasem podejmować decyzje w drodze takiego referendum samorządowego. Na przykład powinni wypowiedzieć się, czy są za rozbudową galerii handlowej czy też nie, jako że radni nie zawsze potrafią reprezentować skutecznie interesy mieszkańców. Zdaniem Ciesielczyka obecny kodeks wyborczy jest niezgodny z Konstytucją RP, gdyż nierówno traktuje wyborców.

W mniejszych gminach wybory do rad gmin odbywają się według ordynacji większościowej, zaś w większych – według ordynacji „proporcjonalnej”, która wcale nie jest proporcjonalna. Wystarczy zdobyć ok. 38-40% głosów, by mieć większość w radzie gminy. Gdyby wprowadzić JOW-y w większych miastach, to np. Tarnów byłby podzielony na 25 okręgów wyborczych (a nie jak teraz na cztery) i z każdego z tych okręgów do rady miasta wchodziłby jeden kandydat – ten, który uzyska największą liczbę głosów. Mieszkańcy takiego okręgu mogliby przez pięć lat „trzymać za gardło” takiego radnego.

W drugiej części spotkania to jego uczestnicy mogli zadawać pytania. Jeden z dyskutantów stwierdził, iż obecna ordynacja wyborcza jest fatalna, bo do rady miasta wchodzą przede wszystkim kandydaci partyjni, umieszczeni na pierwszym lub drugim miejscu, a bezpartyjni, niezależni, na dalszych miejscach na liście wyborczej, mają o wiele mniejsze szanse. W ten sposób często sprawami miast polskich kierują „barany”, by zacytować uczestnika spotkania.

Druga debata podobnie jak pierwsza – transmitowana była na żywo przez Internet dzięki telewizji ZVAMI. Relację z pierwszego spotkania z Jerzym Karwelisem („Jak zakończyć wojnę polsko-polską?”) obejrzało dotychczas ok. tysiąc osób. Obydwie relacje filmowe znaleźć można w Internecie, wpisując w wyszukiwarce „Tarnowskie Dialogi”.

10 ja i ciepjpg

W ramach „Tarnowskich Dialogów” planowane są w przyszłości spotkania z profesorem Kazimierzem Braunem z Buffalo University, Krzysztofem Zanussim i księdzem Andrzejem Augustyńskim oraz Robertem Makłowiczem.

Ostatnią debatę samorządową można obejrzeć, klikając tutaj:

 https://www.youtube.com/watch?v=eorGATvCzfY


------------------------------------------------------------------

Kolejne fanaberie Kwaśnego

Czy za pieniądze podatników powstanie „studio telewizyjne” Przewodniczącego Rady Miejskiej? 

Mimo jednoznacznej opinii Rzecznika Praw Obywatelskich z dnia 2.01.2019 (sygn.. III.7040.107.2018.JP) oraz Koordynatora Biura Radców Prawnych UMT, iż na podstawie art. 21 a Ustawy o samorządzie, Przewodniczący Rady Miejskiej nie może wydawać poleceń pracownikom Urzędu Gminy spoza Kancelarii Rady, Jakub Kwaśny po raz kolejny skierował do urzędnika (Dyrektora Wydziału Informatyzacji UMT) pismo, (kopię załączamy), w którym oczekuje, iż powstanie rodzaj studia telewizyjnego (finansowanego przez podatników tarnowskich), gdzie będą nagrywane komentarze klubów radnych.

Wcześniej zwrócił się do z-cy Dyrektora Wydziału Komunikacji, by ten usunął ze strony miejskiej informacje na temat prac jednej z komisji Rady, a urzędnik wykonał to polecenie!  

Kwany narcyzjpg

Jak wygląda równowaga i obiektywizm tego typu zestawu komentarzy pokazuje wykorzystanie stron radnych w miesięczniku miejskim Tarnów.pl, w którym zaledwie 5-osobowy klub Kwaśnego zajmuje aż połowę miejsca, przeznaczonego dla wypowiedzi wszystkich 25 radnych (załączamy kopię stron radnych). 

Prezentujemy także kopię delegacji Kwaśnego, który wziął z kasy miejskiej na podróż prywatnym samochodem na zebranie Związku Miast Polskich w Poznaniu 6 razy wyższą sumę, niż gdyby jechał Intercity oraz dwa razy więcej za hotel niż gdyby nocował w innym, tej samej klasy, lecz tańszym obiekcie. Z delegacji wynika, iż miasto nie zaakceptowało żądania zwrotu opłat za autostrady i parking przy hotelu,  w którym nocował Kwaśny – ponad 200 zł  (pozycja wskazana czerwoną strzałką) .  

Z informacji docierających do samorządu wynika, iż Kwaśny chciałby przenieść siedzibę Kancelarii Rady do zabytkowego, reprezentacyjnego budynku przy ulicy Wałowej, a swój gabinet – prawdopodobnie - do byłego (obszernego)  gabinetu prezesa banku, który zajmował dotychczas te pomieszczenia.  

Powstaje więc rodzaj „bizacjum”  w tarnowskim samorządzie. Nasza niedawna  propozycja, by kupić Kwaśnemu lektykę, jest teraz jeszcze bardzie aktualna.


Marek Ciesielczyk – radny bezpartyjny

Stowarzyszeni Oburzeni Tarnów



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

mail Kwaśnego do dyrektora Różyckiego

--------------------------------------------------------------------

telewizja Kwanegojpeg

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

delegacja Kwaśnego

delegacja Kwanego 2jpg

---------------------------------------------------------------------------------------------

miejsce dla radnych w miesięczniku Tarnów.pl

50 miejsca dla 5-osobowego klubujpg

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Czy Rada Miejska w Tarnowie kupi lektykę swemu przewodniczącemu ? Wywiad z tarnowskim bacą - kliknij tutaj:

Jak zakończyć wojnę polsko – polską ?

Spotkanie z Jerzym Karwelisem w Tarnowie

Pierwsza z cyklu imprez, zainicjowanych przez Komisję Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miejskiej w Tarnowie, pt.:  „Tarnowskie Dialogi”, była spotkaniem z ekspertem medialnym, Jerzym Karwelisem, autorem książki pt. „Trzeci sort, czyli jak zakończyć wojnę polsko – polską” i została zorganizowana 15 lutego przez Tarnowskie Centrum Kultury w zabytkowych piwnicach przy Rynku 5.

___________________________________________________________


1jpg

_____________________________________________

Komisja Kultury zaprasza do współpracy

Komisja Kultury chcąc przełamać dotychczasowy model funkcjonowania komisji Rady Miejskiej w Tarnowie, który polega głównie na opiniowaniu projektów uchwał, chce aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu życia kulturalnego w mieście. Zapowiada, iż uczestnikami „Tarnowskich Dialogów” będą ciekawi ludzie z całej Polski i zza granicy ze wszystkich sfer życia -  kultury, sportu, biznesu czy polityki. Kolejnymi gośćmi będą np. profesor Braun z Buffalo University (USA), ksiądz Andrzej Augustyński czy Krzysztof Zanussi, z którym – co może niektórych zaskoczyć – tarnowianie dyskutować będą nie o filmie, lecz znaczeniu wartości dla młodzieży. Przewodniczący Komisji Kultury Marek Ciesielczyk zaprasza wszystkich tarnowian do współtworzenia „Tarnowskich Dialogów”. Jeśli ktoś będzie miał pomysł, kogo zaprosić do Tarnowa, może swą propozycję przekazać organizatorom „Tarnowskich Dialogów” (telefon: 601 255 849).

6jpg

Jerzy Karwelis i Marek Ciesielczyk - Przewodniczący Komisji Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miejskiej w Tarnowie w piwnicy TCK,

fot. telewizja ZVAMI

Komisja Kultury także zaproponowała modyfikację modelu finansowania tego typu imprez, zapewniając udział finansowy sponsorów indywidualnych, przedsiębiorców tarnowskich. Choć piwnice TCK mogą pomieścić tylko kilkadziesiąt osób, debatę mogło śledzić znacznie więcej zainteresowanych tematem, gdyż impreza była transmitowana na żywo przez Internet dzięki telewizji ZVAMI. Można ją także obejrzeć teraz, gdyż zapis filmowy został umieszczony na You Tube – patrz:   https://www.youtube.com/watch?v=MOYq7jFWWeE

Po spotkaniu uczestnicy mogli obejrzeć w innej części piwnic TCK - dzięki uprzejmości BWA - wystawę malarstwa tarnowskiego artysty Romana Fleszara oraz kontynuować debatę przy lamce wina. Wszyscy zapytani pozytywnie ocenili imprezę i jednoznacznie przyznali, iż ten projekt Komisji Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miejskiej w Tarnowie zasługuje na kontynuację w przyszłości. Połączenie debaty oraz promocji tarnowskich artystów, a także  próba integracji równych środowisk ocenili bardzo pozytywnie.

4jpg

Leliwa Jazz Band


Kim jest twórca teorii aktywności „trzeciego sortu”?

Jerzy Karwelis to absolwent filologii słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, działacz  opozycji antykomunistycznej, internowany, uhonorowany najwyższymi odznaczeniami RP - Krzyżem Oficerskim Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Wolności i Solidarności, w latach 90-tych wydawca prasy, prezes Związku Kontroli i Dystrybucji Prasy i członek Zarządu Izby Wydawców Prasy, dyrektor marketingu w Ringier Axel Springer, zasłynął swym listem otwartym do prezesa tego koncernu medialnego, w którym skrytykował go ostro za tolerowanie nieetycznego zaangażowania podległych mu redaktorów naczelnych w bieżący spór polityczny.

Jest autorem głośnej książki „Trzeci sort, czyli jak zakończyć wojnę polsko – polską”, w której twierdzi, iż „Wojny polsko-polskiej nie może zakończyć żadna z jej stron, chyba że przez wyeliminowanie wroga, a to jest niemożliwe. Tą grupą, która umiałaby zakończyć ten wyniszczający konflikt, może być tylko zewnętrzny w stosunku do tego konfliktu trzeci sort - wyborcy zaciśniętych zębów, wybierający do tej pory mniejsze zło. Wystarczy tylko, że zaczną wybierać większe, wspólne dobro….”

5jpg

Oprócz uczestników spotkania w TCK, widzami i słuchaczami byli także internauci, gdy dyskusja była transmitowana na żywo przez telewizję ZVAMI

Śmiertelna choroba ustroju RP - plemienna wojna hybrydowa

Zdaniem Jerzego Karwelisa w Polsce od „Okrągłego Stołu” trwa hybrydowa wojna polityczna dwóch plemion, która jest chorobą śmiertelną ustroju III RP. Uleczyć ją może jedynie zwycięstwo nad tą wojną, a nie w tej wojnie, gdyż żadna ze stron nie ma szans na pokonanie przeciwnika politycznego. Wojny nie można wygrać, ale można (i należy) ją zakończyć. Kres plemiennej wojnie politycznej może położyć tzw. „trzeci sort”, czyli elektorat zaciśniętych zębów. W skład grupy, która może zakończyć definitywnie konflikt powinni wejść: samorządowcy, organizacje pozarządowe i klasa średnia.

Wojna plemienna hamuje rozwój Polski. Mało kto mówi o tym, że np. w parytecie siły nabywczej Polska w UE wyprzedza jedynie Bułgarię i Rumunię.

3jpg

Pomysłodawca i moderator "Tarnowskich Dialogów"

Recepty na uleczenie choroby Polski, jakie dotychczas nam prezentowano, są błędne. PO trzymała chorego za rękę, uspakajając, że jego stan nie jest tak zły, jak mu się wydaje, natomiast PiS, rozpoznając chorobę, zaaplikował choremu końską dawkę antybiotyków, które częściowo tylko pomogły. Przedawkowanie wywołało negatywne skutki uboczne.

Plemienna wojna polsko – polska przypomina – zdaniem Karwelisa – bójkę dwóch partyjnych żuli. Kibicuje im tłum gapiów, a w tym samym czasie zaabsorbowanym bitwą ludziom kieszonkowcy kradną portfele.  W Polsce zmiany preferencji wyborczych poddane są rytmowi ujawniania afer.

Bardzo krytyczny jest stosunek Karwelisa do polskich mediów. Uważa je za rodzaj narkotyku dla ludzi. W Polsce dyskusja polityczna zamienia się w skandowanie haseł.

Wielkim problemem polskiego systemu politycznego jest brak faktycznego podziału władzy, gdyż ustawodawca – czyli poseł lub senator – może być w tym samym czasie władzą wykonawczą – czyli członkiem rządu. Karwelis postuluje przekształcenie Senatu w Izbę Samorządową i różne terminy wyborów do Sejmu i Senatu oraz zmianę obecnej ordynacji wyborczej na większościową z JOW-ami. To właśnie obecna ordynacja i system finansowania w Polsce partii politycznych jest przyczyną zabetonowania polskiej sceny politycznej.

Zdaniem Karwelisa formuła partii politycznych przeżyła się. W Polsce do partii należy zaledwie 80 tysięcy ludzi, twardy elektorat tych partii (prowadzących wojnę plemienną) to zaledwie 20 procent społeczeństwa. 50 procent bojkotuje wybory, a 30 procent to główny bohater książki Karwelisa – „trzeci sort”, czyli ruchomy elektorat zaciśniętych zębów, głosujący na mniejsze zło. Tę grupę można pozyskać.

Gdy „trzeci sort” zagłosuje nie na mniejsze zło, lecz na większe, wspólne dobro, zakończy się wojna polsko – polska, gdyż przynajmniej jeden z jej dotychczasowych uczestników będzie musiał liczyć się ze zdaniem „trzeciego sortu”, który będzie miał w końcu swą faktyczną reprezentację w parlamencie, stanowiącą przysłowiowy „języczek u wagi”. Parlamentarna reprezentacja „trzeciego sortu” powinna zawrzeć koalicję z tym plemieniem, które oczywiście zgodzi się współrealizować jej program wyborczy oraz – co ciekawe (!) – zapewni lepsze traktowanie plemienia, które pozostanie w opozycji.

Kilka lat temu wydawało się, że takim „języczkiem u wagi” będzie ruch Kukiza, ale szybko okazało się, że tak być nie może, gdyż Kukiz nie miał żadnego spójnego programu i był zdolny jedynie do wprowadzania na polską scenę polityczną chaosu, jako że okazał się ruchem niezdolnych do koalicji przypadkowych ludzi. Karwelis twierdzi, że ruch Kukiza został wymyślony po to, by na polskiej scenie politycznej nie było już więcej miejsca dla faktycznych ruchów antysystemowych.      

Dla pierwszego uczestnika „Tarnowskich Dialogów” najważniejsze jest trzy razy „S” – samorząd, stan średni oraz subsydiarność (każdy szczebel władzy realizuje tylko to, czego nie może zrealizować szczebel niższy).

Jerzy Karwelis porównuje dzisiejszą wojnę plemienną do bitwy partyzantów w lesie. Zadaje pytanie – w jakim języku będzie mówił leśniczy, który w końcu wyrzuci te wojujące ze sobą plemiona z tegoż lasu, jeśli nie zostanie zrealizowany scenariusz pozytywny dla Polski, który proponuje autor „Trzeciego sortu”.

______________________________

___________________

Czy w Tarnowie powstanie przejście podziemne pod ulicą Żydowską?


Cztery lata temu, w ramach samorządowej kampanii wyborczej stowarzyszenie OBURZENI zorganizowało happening - uroczyste nadanie imienia radnego Jakuba Kwaśnego przejściu podziemnemu pod ulicą Mickiewicza (przy skrzyżowaniu z ulicą Goldhammera) – patrz relacja filmowa: https://www.youtube.com/watch?v=HDjRYe9XCcU

W czasie kadencji prezydenta Ryszarda Ścigały (obecny adres zamieszkania: zakład karny)  miasto, czyli my wszyscy podatnicy, wydało ok. 5 milionów złotych na absurdalną inwestycję - budowę przejścia podziemnego pod małą w sumie ulicą Mickiewicza. Początkowo budowa miała kosztować tylko nieco ponad 1 milion, później - ponad 3 miliony złotych, a skończyło się na ponad 5 milionach! Termin zakończenia prac był kilka razy przesuwany....

Relatywnie niedaleko, po jednej i drugiej stronie tego przejścia są zebry, a ludzie starsi domagali się nawet wymalowania pasów także przy samym przejściu podziemnym, gdyż często psuła się winda i trudno było  im pokonywać strome schody. W pewnym momencie faktycznie namalowana została taka zebra zaledwie kilkanaście metrów od nowego przejścia podziemnego, z czego na pewno ucieszyłby się Sławomir Mrożek!

Tak czy tak bardzo wiele osób przechodzi cały czas przez ulicę Mickiewicza, jak dawniej, łamiąc oczywiście przepisy, co pokazuje nasz film oraz zdjęcie. W czasie nagrywania filmu, w ciągu zaledwie kilku minut z przejścia podziemnego nie skorzystało kilkadziesiąt osób! Jak więc widać, władze miasta wyrzuciły w błoto kilka milionów złotych.

Jako że jednym z głównych promotorów budowy tego Mrożkowego przejścia podziemnego był radny Jakub Kwaśny (wówczas w SLD, teraz w ugrupowaniu „Nasze MiastoTarnów”), stowarzyszenie Oburzeni postanowiło nadać przejściu jego właśnie imię oraz prezydenta Ryszarda Ścigały, który "kupił" absurdalny pomysł budowy przejścia podziemnego, będącego teraz kulą u nogi mieszkańców i chyba także samych władz.

Przy tej okazji stowarzyszenie zaprotestowało wówczas przeciw włączeniu osoby Jana Hartmana w kampanię wyborczą. Po swych skandalicznych wypowiedziach na temat kazirodztwa Hartman został potępiony nawet przez swych towarzyszy z ruchu Palikota. Jednak radny Jakub Kwaśny w dalszym ciągu korzystał wówczas skwapliwie z poparcia wyborczego Hartmana, prezentując się z nim na wspólnym zdjęciu.

Teraz niektórzy żartują, iż Kwaśny będzie chciał wybudować za nasze pieniądze kolejne przejście podziemne, tym razem np. pod ulicą Żydowską (sic!)….

img61jpg

Happening – uroczyste nadanie imienia Kwaśnego – Ścigały przejściu podziemnemu.

img621jpg

Mnóstwo ludzi nie korzysta z przejścia podziemnego, przechodząc, jak dawniej, przez ulicę Mickiewicza.

____________________________

Uczeń III LO stypendystą prestiżowej high school w USA

Uczeń trzeciej klasy III Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, Artur Ciesielczyk otrzymał stypendium jednej z najbardziej prestiżowych szkół średnich w USA – COMMONWEALTH SCHOOL w Bostonie.

Wysoko notowana w rankingach amerykańskich szkół średnich bostońska COMMONWEALTH SCHOOL przyznała miesięczne stypendium uczniowi trzeciej klasy III Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, Arturowi Ciesielczykowi. By otrzymać to stypendium, na które składało się pokrycie kosztów nauczania (roczne opłaty to ponad 40 tysięcy dolarów), mieszkanie, wyżywienie oraz pokrycie kosztów lotu z Polski do USA i wycieczek na terenie Ameryki, Artur musiał najpierw napisać esej w języku angielskim na temat George Orwella, przejść test w postaci 1-godzinnej rozmowy w języku angielskim z właścicielką high school, a następnie musiał odbyć ponownie 1-godzinną rozmowę testową na Skype z dyrektorem szkoły.

Po pomyślnym zdaniu tych testów, dopasowany został program nauczania, zwłaszcza z matematyki. W COMMONWEALTH SCHOOL na jednego nauczyciela przypada zaledwie pięciu uczniów. Jest to wyjątkowo elitarna szkoła średnia. Większość nauczycieli posiada stopień naukowy doktora z najlepszych uczelni amerykańskich – przeważnie z Harvard University lub Massachusetts Institute of Technology. Jako że są one w pobliżu COMMONWEALTH SCHOOL, Artur mógł odwiedzić te najlepsze na świecie uczelnie wyższe, a nawet uczestniczyć w niektórych zajęciach.

Uczeń III LO miał okazję porównać amerykański i polski system nauczania w szkołach średnich. Oczywiście szkoła bostońska – należąc do najlepszych w USA – wyróżnia się, więc doświadczenia Artura dotyczą naprawdę bardzo wysokiego poziomu nauczania licealnego w Stanach Zjednoczonych.  Według opinii nauczycieli i uzyskanych w czasie nauki ocen Artur wypadł bardzo dobrze na tle uczniów amerykańskich.

Uczeń III LO miał okazję – poza Massachusetts – zwiedzić kilka innych stanów amerykańskich, w tym oczywiście Nowy Jork, który zrobił na nim chyba największe wrażenie. Dodać wypada, że prywatnie Artur jest synem naszego redaktora naczelnego. Miejmy nadzieję, że także inni tarnowscy uczniowie będą próbować starać się o podobne stypendia w najlepszych szkołach oraz uczelniach amerykańskich i europejskich.

img73jpg

Artur Ciesielczyk w czasie wizyty w Nowym Jorku.

__________________________________

Najciekawsze momenty kampanii wyborczej w Tarnowie

1.000 złotych nagrody !

Nasi Czytelnicy wybrali 4 banery / bilbordy, które uznali za najbardziej rzucające się w oczy w tej wyborczej kampanii samorządowej w Tarnowie.

img68jpg

1.       Za najbardziej ciepłą reklamę uznany został baner Natalii Kanii na ulicy Bernardyńskiej.


img69jpg

2.       Za najbardziej spłowiałą lub wyblakłą uznano bilbord jednego z kandydatów na prezydenta miasta – Tomasza Olszówki przy ul. Ks. Sitko.


img70jpg

3.       Za najbardziej brutalny akt wandalizmu uznano zniszczenie banneru Marka Ciesielczyka na skrzyżowaniu ulic Szopena i Nowy Świat. Sam Ciesielczyk zapowiedział, że wypłaci 1.000 zł temu, kto dostarczy przekonywujące dowody na to, kto niszczy jego reklamy wyborcze w Tarnowie.


img71jpg

4.       Za najbardziej dowcipną reklamę wyborczą uznano bilbord Marka Ciesielczyka z hasłem: „Ciesielczyk w Radzie, jak baca w stadzie” k. siedziby biskupa tarnowskiego.

________________________________


 
Wydawca:   13 wkleic do impresumjpg
stowarzyszenie OBURZENI, ul. Środkowa 8 lok. 24, 03-430 Warszawa 
Redaktor naczelny: Marek Ciesielczyk, Skrytka pocztowa 40,  33-100 Tarnów, tel. + 48 601 255 849,  e-mail:  zjednoczenidla@gmail.com, 
pismo wpisane do rejestru dzienników i czasopism przez Sąd Okręgowy w Tarnowie pod numerem wpisu: Rej 286
ISSN 2544-8099
______________________________________________